Eksperyment pod nazwą “mundurki szkolne”, wokół którego swego czasu rozpętało się prawdziwe piekło namiętnej dyskusji i który wygonił tłumy przerażonych nastolatków na ulice w ramach protestów, po roku istnienia odchodzi w niepamięć. Miłosiernie nam panujący prezydent Lech Kaczyński podpisał oto nowelizację ustawy o systemie oświaty, zgodnie z którą od 1 września tego roku obowiązek paradowania w mundurkach szkolnych zostanie definitywnie zniesiony.
Jako stały bywalec (choć z nagłymi przerwami wymuszonymi brakiem najbardziej oczywistego zasobu, jakim jest czas) portalu Wykop wplątałem się niechcący w rozemocjonowaną dyskusję w mocno kontrowersyjnym temacie: wykorzystywania nazistowskich obozów koncentracyjnych bezpośrednio po II wojnie światowej przez komunistyczne władze w Polsce do przetrzymywania Niemców. Cóż, czasem lepiej jednak trzymać język za zębami, bo pomimo - co mnie zaskoczyło - względnie kulturalnej dyskusji (spodziewałem się, że zostanę natychmiast oblany pomyjami za krytyczną uwagę) reakcje okazały się dość przewidywalne.
Nigdy w moim dość młodym cokolwiek jeszcze życiu nie kupowałem niczego na raty, nie brałem kredytu, a już takie potworności jak sama myśl o hipotekach sprawiały, że dostawałem mdłości. W tym kontekście zawsze mocno mnie zastanawiało, dlaczego ludziska wszędzie dookoła tak beztrosko zaciągają pożyczki, niekiedy na horrendalne sumy, szczególnie na budowy domów czy kupno nowych, wymarzonych samochodów (z firankami na ten przykład). Robią to w kraju, w którym tak naprawdę niczego nie można przewidzieć nawet w skali kilku lat, nie mówiąc już o dekadach, a na taki czas zazwyczaj kredyty hipoteczne są wydawane. Nie umiałem do tego dojść, czy to po prostu głupia naiwność, przesadny optymizm czy może jeszcze coś innego. Osobiście unikałem takich pomysłów jak ognia - nie wyobrażałem sobie nigdy, bym przez wiele lat miał za coś płacić, co tak naprawdę po ostatniej spłacie będzie dopiero “moje”.
Właśnie bez pośpiechu, majestatycznie odchodzi, z głębokim, przypominającym toczącą się lawinę niewyobrażalnie wielkich głazów pomrukiem, oddala się coraz bardziej, w swojej szaleńczej podróży. Dawno już nie widziałem tak potężnej i gwałtownej burzy, jak ta która przez ostatnią godzinę szalała nad moim miastem, o tak skomasowanej ilości piorunów. Jest coś niezwykle fascynującego w burzy, coś, co przyciąga mnie zawsze jak niewidzialny magnes do siebie i każe wdychać gęstniejący zapach ozonu minutami, wyglądając skomplikowanych nitek piorunów, które i tak są niemal zawsze szybsze niż ja - zanim podążę za oślepiającym błyskiem wzrokiem, piorun już wykonał swoją robotę, zostaje tylko poświata. Cóż takiego niezwykłego jest w burzy?
Czasy, w których pojęcie wakacji miało dla mnie jakiekolwiek pozytywne znaczenie, dawno niestety minęły. Letnie miesiące nie różnią się niczym od pozostałych w roku, poza tym, że w pracy bardzo, bardzo gorąco a świecące za oknami bezlitośnie słońce niespecjalnie nastraja do kontynuacji zajęć w firmie. Dlatego z ponurym zasępieniem spoglądam na dzieci i młodzież, które przed kilkoma dniami rozpoczęły niewyobrażalnie długi - jak na moje obecne możliwości - okres niezwykłego nieróbstwa i degrengolady. “Wakacje” nie są dla mnie już tym, czym kiedyś…